Za U2 nie przepadam, a zwłaszcza za Bono, który, pomimo całej swojej działalności charytatywnej, wydaje mi się gwiazdorem i dupkiem. Ale jedno muszę mu przyznać - pisze niesamowite teksty.
I w ten sposób pomimo swojej niechęci do U2 samego w sobie lubię "Beautiful Day", lubię "Stuck In A Moment You Can't Get Out Of", lubię "With Or Without You"... i uwielbiam "One".
Na szczęście niebiosa obdarzyły nas wykonaniem IMO o niebo lepszym niż oryginał, a mianowicie wykonaniem formacji Automatic Baby. Cóż to za twór? Jest to hybryda REM/U2. Z REM mamy tu wokalistę Michael'a Stipe'a i gitarzystę Mike'a Mills'a, a z U2 basistę Adama Clayton'a i pałkera Larry'ego Mullena Jr.
A skąd ta dziwna nazwa? Proste - projekt powstał w 1993 r., po wydaniu płyty "Automatic For The People" przez REM i "Achtung Baby" U2. Rachu ciachu tu i tam, i voila! - nazwa gotowa.
No, a poniżej wspomniana już wersja "One"... (naszykujcie chusteczki)
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz