Szukałem sobie kiedyś w internecie płyty MLB "Apple" i chyba na sklepie Merlin się zatrzymałem...przeczytałem recenzję, napisaną przez jednego z nabywców. Recenzja świetna, pozdrawiam tego człowieka, bo widać, że czuje klimat...Napisał tak:
"Jeśli ktokolwiek potrafi sobie wyobrazić jak połączyć czarne paznokcie Lou Reeda, cekinowe spodnie Davida Bowie i pierwszy zarost na brodzie Eddiego Veddera powinien posłuchać tej płyty. Dżemik babci Pearl siedział sobie jeszcze wtedy jako truskawki czy inne poziomki na krzaczkach, glam rock umierał jak supernova, a ci faceci wrzucili co się dało do melaksera i stworzyli tost, który łączy kromkę lat siedemdziesiątych z kromkę lat osiemdziesiątych z tak pysznym serem z lat dziewięćdziesiątych, że ślinka cieknie chociaż wiek 21 już nam się starzeje. Mniam, mniam, glam, glam. I nie słuchajcie tych, którzy mówią, że Green River, grunge, Seattle, ta płyta to przejście pomiędzy dekadami, ten facet na wokalu, nazwisko nic wam nie powie, bo odszedł, to ostatni z wielkich, Freddie Mercury grunge'u, ci kolesie na gitarach to pierwsi z niedocenionych, ta płyta to drzwi do świata, w którym rock'n'roll rules. Jeśli kiedykolwiek śniła wam się gwiazda rocka to żaden teleskop Heweliusza nie pokaże jej bliżej. I teraz po tym wszystkim co napisałem, powiedzcie mi, że nie słyszeliście jej do tej pory. Nigdy nie odwiedziliście Shangri-la? Gdzie wasz zaginiony horyzont? Wstyd!"
I jest pięknie...

Recenzja zajebista, ale z jedną rzeczą się nie zgodzę (tak Skorupa zawsze musi się do czegoś czepić). Mianowicie określenie, że Andy był Freddiem Mercurym grunge'u. Moim zdaniem bliższe by było tu nazwanie go Hendrixem, bo to Jimi był początkowo niedoceniany, a Fredie od początku niemal był gwiazdą (zasłużenie!).
OdpowiedzUsuńAle po za tym recenzja naprawdę trafna i zgadzam się w stu procentach, że jeżeli ktoś lubi PJ, czy grunge ogólnie to powinien znać MLB. A pomijając pochodzenie i znaczenie tego zespołu muza jest tak zajebista, że brak słów.
Noooo coś w tym jest, chociaż wiesz chyba chodziło bardziej o ekscentryczność i w pewnym stopniu wokalizę, przynajmniej ja to tak odebrałem. A jeśli chodzi o Hendrixa no to na pewno (niestety znowu!!!) połączyły ich prochy...
OdpowiedzUsuń