sobota, 4 grudnia 2010

Składnik X

W 1993 roku Dickinson odszedł z Iron Maiden by poświęcić się karierze solowej. Niektórzy twierdzą, że w "Tears Of The Dragon" opisał swoje uczucia pod koniec jego kariery w Maiden. Teoria dość ciekawa. Jednak nie o nim ma być ten post (do niego wrócimy w przyszłości). W 1994 roku do Dziewicy dołącza Blaze Bayley i rozpoczyna nowy rozdział w historii tej kapeli.

Na pierwszą płytę z nowym frontmanem przyszło nam czekać do roku 1995. Wtedy pojawił się "The X Factor". Dzisiaj, 15 lat po premierze, album nadal wzbudza mnóstwo kontrowersji. Wielu fanów nie pogodziło się z tym, jak bardzo zaprezentowany na nim materiał odbiega od krążków z tzw. "klasycznej ery". Pierwszą rzeczą, która go wyróżnia, jest oczywiście wokal. Blaze śpiewa zupełnie inaczej niż Bruce - niżej, mroczniej, ma zupełnie inną barwę głosu. Pod względem technicznym oczywiście zbiera od Dickinsona solidne manto, ale na tym albumie nie technika jest najważniejsza. Także instrumentalnie jest to płyta różniąca się od poprzedniczek. Kompozycje są bardziej rozbudowane, wolniejsze, cięższe, bardziej klimatyczne. Kto spodziewa się tu klasycznego dla Maiden galopu, ten srodze się zawiedzie. W zasadzie tylko singlowy "Man On The Edge" i może ew. "Lord Of The Flies" mogłyby uchodzić za kawałki z poprzednich płyt. Reszta wyglądałaby na nich równie osobliwie co Benedykt XVI na śniadaniu w McDonaldzie.

Czasami mówi się, że na "The X Factor" zespół dopasował się do możliwości Blaze'a i utwory pisał pod niego. Ja przyczynę zmiany stylu upatruję gdzie indziej. Możecie się ze mną zgodzić lub nie, ale wg mnie Iron Maiden to Steve Harris i vice versa. W czasie zeszło się odejście Bruce'a z Iron Maiden i rozwód Steve'a z żoną. On przeżywał wtedy bardzo ciężki okres, a swoje uczucia opisał w piosenkach "2 A.M." i "Judgement of Heaven" z omawianej płyty. Uważam, że to właśnie depresja basisty i lidera zespołu w głównej mierze ukształtowała klimat "The X Factor".

Ja tak sobie piszę i piszę, a Wam głośniki stygną... Posłuchajcie tego nagrania z koncertu, porównajcie z wersją studyjną i sami zdecydujcie kogo wolicie za mikrofonem.



Czy tylko ja mam wrażenie, że Dickinson czuje się w tym kawałku jakby niepewnie? Normalnie biega po scenie jakby miał w butach czerwone mrówki, a tutaj stoi przy perkusji i chyba pilnuje Nickowi blach... ;)

Wielu fanów zastanawia się, dlaczego panowie z Iron Maiden zdecydowali się zatrudnić na miejsce Bruce'a kogoś, kto zupełnie go wokalnie nie przypomina, a więc, w ich mniemaniu, nie pasuje do Iron Maiden. Wielu pyta, dlaczego nie zaproponowano współpracy Michael'owi Kiske, który odszedł z Helloween w tym samym czasie, co Dickinson z Maiden. Moje pytanie brzmi: po co kopiować frontmana, któremu nikt nie dorówna? Ani Kiske'm, ani żadną inną kalką Bruce'a fanów Dziewicy się nie oszuka i takie próby skończyłyby się sromotną klęską. Blaze tchnął w Maiden nowego ducha. Dwie ostatnie płyty z Dickinsonem nie powalały, "No Prayer For The Dying" był dużym krokiem wstecz, a "Fear Of The Dark" trochę sytuację poprawił, ale jej nie uratował.

Postawię teraz bardzo śmiałą tezę, za którą pewnie połowa z Was zechce mnie ukamienować: odejście Bruce'a i zastąpienie go Blaze'em było tym, czego tej kapeli było trzeba, może uratowało Iron Maiden od wypalenia się i śmierci naturalnej. Być może płyty nagrane z Blaze'em były dla Harrisa i spółki chwilą oddechu i szansą na spojrzenie na Iron Maiden z nowej perspektywy. Wpływy "The X Factor" wyraźnie widać na nowych albumach, więc cały zespół z pewnością nauczył się czegoś podczas tzw. "The Blaze Era".

A patrzenie na "The X Factor" tylko pod kątem roszady na pozycji wokalisty też jest niesprawiedliwe, bo to naprawdę świetny krażęk, jeden z moich faworytów w dyskografii Maiden. Harris powiedział kiedyś nawet, że "The X Factor" to najlepsza płyta w jego karierze.

O niektórych albumach mówi się, że powinno się ich słuchać w domowym zaciszu, w wygodnym fotelu, ze słuchawkami na uszach. "The X Factor" to zdecydowanie jeden z nich. Słuchanie tego w samochodzie czy podczas zmywania naczyń to jak oglądanie obrazów Beksińskiego na telefonie komórkowym.

Poszczególnych utworów z tego krążka nie będę omawiał, bo sami możecie posłuchać i ocenić, do czego serdecznie zachęcam. Zdradzę tylko, że solówka zaczynająca sie w okolicach czwartej minuty "The Unbeliever" powoduje wędrówkę ludów po moich plecach.

UP THE IRONS!

1 komentarz:

  1. DICKINSON RULZZZZZZZZZZZZZZZZZZZZZZZZZZZZZZZ!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!

    OdpowiedzUsuń