Kto lubi szmirowate filmy o miłości? No...na pewno nie ja:) A, że takich jest bardzo dużo to trochę trudno jest przejść obok nich obojętnie, hmmm może nie tyle obojętnie co po prostu są nam wkładane do kieszeni, dlatego warto nosić spodnie z zamykanymi kieszeniami...yyy...co? no tak to tak samo bez sensu jak filmy o których mowa. ALE!!!! na szczęście są ludzie, którzy nie muszą zbijać kasy na tyłku Jennifer Lopez (bez kitu... gra w co drugim filmie ostatnio) i w dodatku nie przedstawiają uczuć w krzywym zwierciadle. Kto nie zna niech pozna koniecznie film The Singles Camerona Crowe'a z 1992 roku. Gdybym dostawał grosza za każdy raz gdy obejrzę ten film, to miałbym ich już z 10 :) i to co najmniej bo ciężko zliczyć, oj ciężko...Muzyka w filmie niestety jest do kitu...aż sam się sobie dziwię, że napisałem takie zdanie. Muzyka to czynnik, który w tym filmie jest częścią przewodnią. Pamiętam jak pierwszy raz oglądam film, chłopaki jadą na koncert do De Soto i nagle przejście scen, znajome mi dźwięki...pieczątka na rękę...zaraz zaraz przecież to jest...Ooooo %$#@* !!!!!!!!!!! (chyba 19 minuta 32 sekunda filmu:). Tudzież Eddie i Jeff oglądający program o pszczołach z takimi minami jakie chyba mieli ludzie gdy Can You Feel My Love Buzzzzz Aldrin lądował na księżycu, no coś pięknego po prostu. Nooooo i oczywiście nie można zapomnieć o znakomitych kreacjach aktorów. Bridget Fonda, Kyra Sedgwick, Campbell Scott, Matt Dillon jak dla mnie grają swoje życiowe role. Film z tego co pamiętam puszczali na Ale Kino, może jeszcze puszczają, można tanio dostać też na DVD (UWAGA!!!! NIE W 3D!!!!!!!! a szkoda bo można by wtedy przybić piątkę z Laynem zanim się zwinął:))))))) Na koniec kilka zdjęć i jeden z ulubionych fragmentów filmu:
yeeeee, wypas!
OdpowiedzUsuńState of love and trust...
OdpowiedzUsuń